Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmysły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmysły. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2020

Moje greckie smaki


💙💙💙
Kiedy Lola pisała post po prawie rocznej przerwie, wspominając moje ubiegłoroczne wakacje, zatęskniłam za Grecją, ale… wiem jak tu, na miejscu, zaspokoić częściowo taką tęsknotę.

Po prostu włączam grecką muzykę, mojego ulubionego Notisa Sfakianakisa, na przykład TO i szykuję jakiś grecki smakołyk.
Mam to szczęście, że nieopodal na targu swój kiosk otworzyli jakiś czas temu Ola i Panos, polsko-greckie małżeństwo, gdzie można kupić produkty z najprawdziwszej greckiej wsi. Panos, czyli Panagiotis regularnie jeździ do swojej ojczyzny skąd przywozi zioła, sery, oliwę, oliwki, słodycze, mydła oraz mnóstwo innych rzeczy, na widok których każdemu grekofilowi błyszczą oczy. 

Właśnie przed chwilą wróciłam z lokalnego ryneczku, z kolejną porcją pysznych oliwek i wiadomością, że Panos pojechał na wieś (grecką, rzecz jasna 😊) po kolejne przysmaki. Z niecierpliwością czekam na jego powrót, bo ma przywieźć sucharki. No wiem, nie brzmi to jakoś oszałamiająco, ale, ale…

Znasz może DAKOS? To przystawka popularna na Krecie, używa się w niej właśnie sucharków  (paximadia), najlepiej jeśli  z mąki jęczmiennej.  Jeśli zastawiałeś się co to za wielkie paki kawałków suchego chleba na półkach w greckich marketach, to właśnie dakosy😊.
W moich Kulinariach nie zamierzam podawać fachowych informacji dotyczących poszczególnych produktów, to wszystko można znaleźć w internetach. Bardziej chcę podzielić się z Tobą smakami, zapachami i radością uprawiania kreatywnej kuchni amatorskiej. Nieźle to nawet brzmi 😁.

Wróćmy do smaków Grecji.

Oto jak robię dakos. Sucharki – dla jednej osoby dwa lub trzy, w zależności od wielkości głodu – wkładamy na chwilę pod strumień zimnej wody. Nie żeby całkiem rozmokły, tylko lekko się zwilżyły.
 [A! Jeszcze jedna uwaga; czytałam, że jeśli nie ma się dostępu do oryginalnych sucharków, można wykorzystać suche kromki naszej rodzimej grahamki lub innego pieczywa. Nie próbowałam]
Układam je na talerzu, polewam odrobiną oliwy z oliwek. Następnie, dojrzałego pomidora (lub dwa) przecinam na pół i trę go na tarce przykładając płaską przeciętą stroną, aż zostanie mi w dłoni cienka skórka. Tarka umieszczona jest nad sitkiem, a sitko nad miseczką. Chodzi o to, żeby pulpa pomidorowa nie była zbyt mokra. Sok z utartego pomidora można wykorzystać później, gdyby dakosy okazały się zbyt suche, albo wypić, albo…co Ci wyobraźnia podpowie. Teraz na sucharki nakładamy utarte pomidory, na nie kruszymy prawdziwą fetę  lub mizithrę, posypujemy obficie suszonym oregano, a na wierzch sypiemy pokrojone lub całe oliwki, takie które najbardziej lubisz. Ja wszystko jeszcze odrobinę solę, czasem dodaję cienkie wiórki czerwonej cebuli (chociaż nie ma jej w oryginalnym przepisie).  Na koniec jeszcze raz polewamy wszystko cienkim strumyczkiem pysznej greckiej oliwy z oliwek. I rozkosz gotowa! 


Do tego, można wypić szklaneczkę chłodnej retsiny. Jeśli ktoś lubi, ponieważ jest to białe wino z bardzo charakterystycznym posmakiem żywicy sosny alpejskiej, której używa się przy wytwarzaniu tego trunku. Ja kocham, ale wiem, że nie każdemu to wino smakuje. 

Kolejny smak, który nieodłącznie kojarzy mi się z latem, Grecją ( i z miłością, ale to już opowieść na inny czas) to dojrzały arbuz zagryzany świeżą fetą… Mmmm, pomyśl tylko; soczysty arbuz, wygrzany w greckim słońcu, nakarmiony grecką ziemią, czerwony, słodki i tak kruchy, że niemal rozpada się w palcach, teraz chłodny po wyjęciu z lodówki, a do tego kawałki słonawej, białej fety, przywiezionej prosto z gór, z cypryjskiej wsi. Błogość dla oczu i kubków smakowych.  Wszelkie walory tej przekąski podnosi kilka słodkich, niecierpliwych pocałunków. 


Nie będę pisała o słynnej greckiej sałatce (choriatiki salata, czyli sałatka wiejska), bo zna ją każdy, prawda? Grubo krojone pomidor, ogórek, cebula, oliwki, feta, sól, oregano, oliwa. Do tego świeży chleb, najchętniej też rwany palcami i służący do wyczyszczenia talerza z wszystkich smakowitych oliwnych resztek. Koniec.

Nieczęsto jadam mięso, prawie wcale. Można powiedzieć, że jestem wegetarianką sporadycznie zbaczającą z tej drogi. Takie odstępstwa zdarzają się wtedy, kiedy moje ciało o nie prosi. Słucham go wtedy i zjadam to, na co ciało ma ochotę.  Ochota pojawia się niezmiennie w Grecji na widok…pita gyros. O rety, to jest takie pyszne!!! Skrawki opieczonego mięska, kawałki pomidorów, cebula, domowe frytki, sos tzatziki otoczone pyszną pitą czyli pszennym cienkim plackiem, a wszystko to zawinięte w rożek z impregnowanego papieru i serwetki, żeby nie ciekło po palcach. Jedzony tuż na brzegu skrzyżowania, niemal wprost na ulicy w towarzystwie najlepszej siostry na świecie – bezcenne wspomnienie. Tak, grecka pita gyros przywodzi mi na myśl wiele cudownie przeżytych chwil. 

W Grecji nie odmówię sobie także owoców morza, z których najbardziej lubię proste calamari fritti, czyli chrupiące, usmażone krążki panierowanych kalmarów podane z cząstką cytryny i tzatziki. Obowiązkowy posiłek na greckich wakacjach.
Porcja jest o wiele większa, tylko nie zdążyłam zrobić jej fot. :)
Rozmarzyłam się i piszę o potrawach, które jadam tylko tam. Wyskakują w moim umyśle jedna po drugiej, wołając, a ja?, a mnie pamiętasz?. Tak, pamiętam, każdy smak, zapach, strukturę i wygląd.
No dobrze, ale co jadam jeszcze tutaj, w domu?

Często robię tzatziki, grecki sos- dip na bazie świeżych ogórków i jogurtu. Jest pyszny, szczególnie latem. Można znaleźć wiele przepisów na ten dip. Moim zdaniem, ważne jest, aby dobrze odsączyć ogórki po starciu na tarce, dodać prawdziwą oliwę z oliwek i nie przesadzać z udziwnianiem przepisu. Osobiście nigdy w Grecji nie spotkałam się z koperkiem w tym sosie, ale co kucharz to obyczaj. 

Skręćmy jeszcze na moment w słodką uliczkę.
Pamiętam jak wiele lat temu, będąc pierwszy raz na Krecie, podczas zwiedzania wyspy zawędrowałam do malutkiej wioseczki w górach, dziś nie pamiętam już jej nazwy, a tam do malutkiej tawerny, gdzie zamówiłam, zjadłam i pokochałam panierowaną, smażoną fetę (a może to był inny ser saganaki?)  polaną miodem i posypaną sezamem. O Panaia mou! To był smak! Słone, słodkie, chrupiące, lepkie, ciepłe, o mateczko! Cudo!
Fantastycznie smakują także grillowane plastry sera halloumi i je też można pomiodzić.  Tego sera używam dość często (można go bez trudu kupić), opiekając jego plastry suchej patelni i dodając do różnych sałat. Bardzo polecam!  
A jeśli chodzi o miód grecki, to jest temat na niemal osobny wpis. Kto raz spróbował, zapamięta jego smak na zawsze. Mowa oczywiście o prawdziwym greckim miodzie, kupionym u gospodarza, nie z półki z suwenirami dla turystów. Warto się podowiadywać, popytać podczas zwiedzania, a dobrzy ludzie na pewno wskażą drogę do dobrego miodu😊. 

Miodem polewa się także zimny grecki jogurt i posypuje to wszystko orzechami… spróbuj koniecznie. Im „twardszy” w konsystencji jogurt tym lepszy. 

Nie piszę o wystawnych, obfitych obiadach, bo kto na wakacjach ma czas na takie biesiady, skoro trzeba przecież zwiedzać, pływać w morzu, wygrzewać się na plaży, tańczyć zorbę, a potem zwiedzać, pływać w morzu, wygrzewać się na plaży i znów tańczyć. Albo całować się do utraty tchu z kimś pięknym i kochanym.  

I całkiem na koniec, jak mogłabym nie wspomnieć o podstawowym napoju letnim, który jest od samego rana w dłoni każdego Greka. Bez mleka, z mlekiem, bez cukru, z cukrem, oraz w kombinacjach tych dwóch dodatków. I jeszcze obowiązkowo kostki lodu. Już wiesz? Tak, to oczywiście najlepsza na świecie mrożona kawa frappe. Wymaga specjalnego mikserka, który robi tę pyszną pianę. Albo szejkera czy innego mieszacza. Przywiozłam sobie z kiedyś z Grecji taki mały specjalny mikserek do frappe i od tego czasu żadne lato mi nie straszne. 
Jeśli chcesz skosztować dobrej greckiej frappe, a przypadkiem mieszkasz w Rzeszowie, to zajrzyj na lokalny targ, znajdź kiosk "Z greckiej wsi" i zapytaj o ten napitek sympatycznego Greka...😊
💙💙💙

I to było na dzisiaj na tyle. Niech czas do naszego następnego spotkania będzie dla Ciebie dobry i przyjazny, a ja tymczasem idę coś zjeść 😉



niedziela, 2 sierpnia 2020

I znowu sierpień

Elo, jak mawia mój kolega z instagrama :) czyli helo, heloł albo witaj Pamiętniczku :).

To ja, Lola. Jestem przyjaciółką Moaniki, która, jak widać, przez cały rok tu nie zaglądała. A ja lubiłam ten jej pomysł, żeby dzielić się zachwytem i smakami życia, dlatego kiedy niedawno się spotkałyśmy zaproponowałam, że napiszę tu coś od czasu do czasu, a ona się zgodziła.

Obie czytamy te same książki, lubimy gotować i być kreatywne w kuchni, kochamy podróżować, choć teraz, z wiadomych powodów, podróżowanie wygląda nieco inaczej. Myślę, że czasem nawet nie zorientujesz się, która z nas aktualnie pisze.
M., tak ją będę nazywać, zajęła się propagowaniem idei Rewolucji Miłości zainicjowanej przez Matta Kahna, na blogu, który ma tutaj swoją zakładkę. Bardzo dobrze, bo dzięki temu, nasza relacja odżyła i znów zbliżyłyśmy się do siebie. Poznajemy się na nowo i rozmawiamy o wielu rzeczach, które kiedyś nas dzieliły, bo wywoływały emocje, z którymi nie umiałyśmy sobie poradzić, więc reagowałyśmy złością, obrażaniem się, no i przede wszystkim odsuwałyśmy się od siebie. Od jakiegoś czasu to się zmienia i obie jesteśmy z tego powodu szczęśliwe.
Dlatego ja zajmę się Zmysłami i Słowami 😉

Minął niemal rok od poprzedniego posta. To był w życiu M. bardzo dobry rok. Jesienią 2019 odwiedziła ponownie Kretę i nakarmiła zmysły greckim powietrzem, zapachami, smakami, przepięknymi krajobrazami, no i po dłuższej przerwie spotkała się ze swoim ukochanym Morzem Śródziemnym 💙💙. Kochamy Grecję, mamy w duszy grecki ślad, bo melodia języka, muzyka, krajobraz potrafią doprowadzić nas obie do łez wzruszenia.
Zima również przyniosła wspaniałą, nieoczekiwaną podróż. Też nad to samo morze, tylko trochę z drugiej strony😊. Większość ludzi zna ten kraj głównie z letnich wypraw, a tymczasem, święta i przełom roku w...Turcji można spędzić bardzo ciekawie, szczególnie jeśli lubi się zwiedzanie i spacery. Kemer to mała miejscowość na Riwierze Tureckiej, takie połączenie Międzyzdrojów z Zakopanem, idealne jako baza wypadowa do odwiedzenia wielu niesamowitych miejsc w promieniu 100 km na wschód i na zachód wzdłuż, i troszkę w głąb wybrzeża. Mało turystów, pogoda, hmm, bywa, że zmienna, ale na wycieczki doskonała, drogi puste, ceny bardzo przyjemne. Jest bezpiecznie, ludzie są uczynni i przyjaźni, kuchnia pierwszorzędna, zdrowa, nic tylko odwiedzać Turcję zimą. Że już nie wspomnę o tych małych wiejskich dróżkach  i pomarańczowych gajach ociężałych od słodkich, dojrzałych owoców...A kto pragnie śniegu, którego w Polsce coś ostatnimi laty nie widać, to tam także można się nim nacieszyć :)
Proszę, oto parę zimowych fotek (dzięki uprzejmości pewnej DeDe) :
http://brighton-bluegrass-podroze.blogspot.com/2020/01/tahtaliolympos-turcja.html

Co wydarzyło się z początkiem wiosny tego roku, wiadomo, ale pomijając wszelkie trudy i niewygody tego okresu, nie mogę powiedzieć, że był to dla M. i dla mnie niedobry czas. Jeśli zaglądasz na Mattonikę (w zakładce "Matt Kahn") to trochę wiesz jak to było.

Tymczasem, na koniec jeszcze kilka obrazków i kilka słów. Do zobaczenia niedługo,
Lola

Wszystko, co kocham. Kreta.
Antyczne drzewa oliwne wciąż rodzą owoce.


* * *
Życie, najpiękniejsze z pięknych
czasem ostre, pieprzne, słone,
łzami, bólem doprawione,
ale ciągle z świętych święte.
Słodkie, błogie, przeznaczone,
malowane śmiechem, szczęściem,
Życie moje ukochane
z wszystkich pięknych najpiękniejsze.


Z wdzięcznością, za wszystko, M i L.





czwartek, 22 sierpnia 2019

Dojrzałe lato

Kocham lato. Kocham wszystko, co się z nim wiąże. Nawet upały nauczyłam się lubić i przeżywać tak jak każdy robi to w upalnym kraju, czyli ze sjestą w ciągu dnia, zacienianiem i zamykaniem okien w godzinach największego prażenia i zapraszania lżejszego powietrza nocą, przez otwarte okna. Lubię długie, jasne dni, bujność zieleni, kolorów. Lubię smak truskawek, czereśni, jagód, bobu i młodych ziemniaczków w koperkiem, że nie wspomnę o ogórkach małosolnych, którymi żywię się na okrągło w czerwcu i lipcu. Jednak...

Jednak od pewnego czasu -czy dlatego, że jest nam bardziej po drodze? :) - szczególnym ukochaniem darzę dojrzałe, sierpniowe lato. Ono ma w sobie wszystko - obfitość barw, pełnię plonów, wciąż jasne, ciepłe, a bywa, że i gorące, dni. A równocześnie, jest, pod każdym względem, łagodne, spokojne, głębokie. Kryje w sobie jakąś tajemnicę. Nie musi już popisywać się żarem lejącym się z nieba, jaskrawymi kolorami, intensywnością zapachów, głośnymi koncertami ptaków nad ranem. Już nie. Ono już ma to za sobą, teraz może po prostu być i cieszyć się każdą trwającą chwilą. Ono już wie. Już nie szuka. Jest już w pełnej jedności z życiem, losem, przemijaniem. I chyba stąd bierze się jego piękno i spokój.

Uwielbiam sierpniowe poranki, rześkie, czasem klarowne a czasami z nutką wilgotnej mgiełki w powietrzu. Uwielbiam rano wsiąść na rower, pojechać nad moją rzekę i głęboko oddychać zapachami dojrzałego lata - trochę błotnym zapachem wody, która nie ogrzała się jeszcze po nocy, pierwszych, pojedynczych spadających liści, suchych traw i ziół, gdzieniegdzie pojawia się nutka kwaśnego aromatu owoców leżących pod jakimś drzewem, przejrzałych.

Owszem, dzień jest już troszkę krótszy, ale nie na tyle, żeby się tym martwić, jeszcze nie:). Za to, wieczorne spektakle na niebie, kiedy słońce chyli się ku zachodowi, w kolorach i formach nie mają sobie równych. Jestem wielką szczęściarą, że ze swoich okien mogę na nie patrzeć. Choć nie powiem, świtania też są zachwycające, pomimo, że rzadziej je oglądam ;)

Sierpień to wciąż lato, a jednak, gdzieś pomiędzy jasnym promieniem słońca a delikatnym muśnięciem wiatru pojawia się myśl o jesieni...
  

  
                                              Tak się niebo dziś złociło przed deszczem...



niedziela, 28 kwietnia 2019

zielone szczęście


zielone serce
          zielone oczy
zielone palce
           zielony świat

zielone światło
                        zielonym marzeniom
zielone słowa
          zielony czas

zielony oddech
                 zielone wzgórza
zielony strumień
          zielony las

      świat zielonością żyje i kocha
   w zielonym deszczu
    zielona ja










czwartek, 18 kwietnia 2019

Pełno we mnie szczęścia dzisiaj. Oczy wilgotnieją z wdzięczności.

Biorę głęboki, luźny wdech, przymykam powieki i ...puszczam. Żebra, ramiona, brzuch, przepona - wiedzą co mają robić, w ogóle nie muszę o tym myśleć. Czy to nie cud?
Moje palce, trochę szorstko-lepkie,pachną pomarańczą, którą przed chwilą obierałam. Wdycham ten zapach i serce biegnie na chwilę na południe, na jedną z ulubionych wysp. Jestem teraz w domu nad rzeką, siedzę przy stole, jest wieczór, a jednocześnie widzę słońce wysoko na błękitnym niebie, słyszę wiatr tańczący wśród liści drzewek pomarańczowych i czuję zapach morza zlewającego się na horyzoncie z niebem. Czy to nie cud?
Niecałe dwie godziny temu, patrzyłam przez okno od wschodniej strony na pełny księżyc przysłonięty mleczną mgiełką delikatnych chmur, gdy tymczasem na zachodnim niebie wciąż jeszcze trwał szafirowo-fioletowo-morelowy spektakl gasnącego dnia. Czy to nie cud?
 
Smaki, zapachy, dźwięki, obrazy, faktury...mogę ich doświadczać, bo dobry Bóg wyposażył moje ciało w zmysły. Czy to nie cud?




środa, 27 lutego 2019

Niebo do wynajęcia

 
 
Niebo nie potrzebuje słów. Tylko zmysłów. Chyba, że...











 ...jest do wynajęcia :)



                                     Robert Kasprzycki

                                 (źródło YT, mroowka76, dziękuję :) ) 








niedziela, 24 lutego 2019

Demain c’est toi

Jutro to Ty. 

Od rana tęskniłam za muzyką. I przyszła do mnie, taka jakiej na dziś potrzebowałam.

 Przyniosła mi ją ZAZ na swojej nowej płycie "Effet Miroir". Szczególnie dwie piosenki  smakowały dzisiaj moim zmysłom. 

Chcąc wiedzieć o czym mówią, bo poruszyły mnie zanim poznałam ich treść, udałam się na poszukiwanie. I dobrze zrobiłam, ponieważ trafiłam na bardzo ciekawy blog Karmnik Dla Ptaków 

Stamtąd właśnie pochodzą tłumaczenia obu tych utworów. A strona jest tak fajnie skonstruowana, że od razu można posłuchać danej piosenki. Dzięki, Karmniku :)

Każda z nich ma inny smak i coś innego we mnie porusza. Chociaż, kiedy teraz to piszę, uświadamiam sobie, że mają... wspólny mianownik. 

Posłuchaj, Świecie. Z zamkniętymi oczami. Z otwartymi. I przytul w sobie tę Małą czy Małego.




Demain c’est toi


Qué vendrá

Tu mała errata - w tłumaczeniach w sieci fraza "Qué vendrá, qué vendrá" tłumaczona jest jako "co nadejdzie, co nadejdzie". A oto słowa artystki:
 — Z mojej perspektywy to utwór o tym, jak idziemy przez życie. Tytuł jest odbiciem ostatnich ośmiu lat, które spędziłam na koncertach w różnych częściach świata i przypomina mi o wszystkich spotkaniach i sytuacjach, które mi się w tym czasie przydarzyły. „Qué vendrá” można przetłumaczyć z hiszpańskiego na „co będzie, to będzie”. Tekst mówi o tym, aby brać życie, jakie jest i niczego nie żałować — mówi o nowym singlu ZAZ. 
 Więcej: https://www.radiozet.pl/Muzyka/ZAZ-Que-vendra-nowy-teledysk-wideo


Dobrego słuchania. Dobrego teraz, Świecie. Kocham Cię.


środa, 13 lutego 2019

Mała rozkosz zanim...

Mała rozkosz zanim…


 







Ta mała chwila o poranku…Jeszcze całkiem się nie obudziłam, jeszcze drzemią moje zmysły, choć powoli zaczynają opowiadać świadomości co słychać. Senny, długi oddech przypomina  leniwe westchnienie…


Zanim zacznie się dzień, a umysł przedstawi mi  plan rzeczy do zrobienia, zanim... cokolwiek, wtulam się w kokon mięciutkiej, flanelowej  pościeli. Odciśnięta na poduszce kołyska dla snów bezpiecznie tuli głowę, a lekko ociężała ciepłem kołdra nie ma ochoty się ze mną rozstać, obejmuje mnie prosząc, zostań, zostań jeszcze chwilę. 


Więc zostaję nim świat otworzy na dzisiaj swoje pudełko czekoladek. Przeciągam się leniwie w tym rozkosznym, flanelowym cieple. Wdycham zapach snu i powoli rozpoczynającego się dnia.

Niedługo otworzę oczy… mmm, jeszcze nie teraz. 


 Teraz obejmuję siebie ramionami szepcząc, dzień dobry, kocham cię.



                                                                   P.S. A jak Ty zaczynasz swój dzień, mój Świecie?


niedziela, 10 lutego 2019

zmySŁOWO NA POCZĄTEK




POST PRZED PIERWSZY :)

Kochany Świecie!

I oto 9.lutego 2019 roku o godzinie 19.19 stawiam pierwsze słowa na czystej białej karcie.

Serce bije mi szybciej z radości... i  z  innych emocji, o których opowiem Ci, kiedy się lepiej poznamy.
Tymczasem wyznam tylko, że ten dzisiejszy krótki wpis jest spełnieniem obietnicy sobie złożonej, że to już dziś, że nie będę zwlekać dłużej. Wiesz Świecie jak to jest, a to pić, a to siku, a to coś nie cierpiącego zwłoki trzeba zrobić natychmiast, na przykład przejrzeć się w lustrze lub wyjrzeć przez okno.

A przecież tyle mam Ci do powiedzenia! Piszę posty przed snem i nad ranem, piszę w trakcie prowadzenia samochodu i podczas kąpieli. Od pewnego czasu piszę je właściwie bez przerwy. Tyle tylko, że w głowie😊.

Skąd ten zapał?  Skąd potrzeba? Już odpowiadam.

Bo po pierwsze i najważniejsze: Ponad dwa lata temu pojawił się w moim życiu pewien mężczyzna i wywrócił mój świat do góry nogami. A tak naprawdę, postawił go na właściwych, mocnych nogach.

 O tym jak do tego doszło i co wydarzyło się potem będzie można, już niedługo, przeczytać w zakładce MÓJ MATT i JA.


Jednak przede wszystkim chcę podzielić się tym, czego się od Niego dowiaduję.
Bo to ważne. I fajne. I mądre. I chcę ulżyć tym, którzy najczęściej słyszą ode mnie, "a Matt mówi, że..."

Po drugie, doświadczam Życia intensywnie, wszystkimi zmysłami, co jest cudowne ale i trudne czasami, prawda? I chcę komuś :) - Tobie, Świecie -  o tym opowiedzieć. 

Stąd i tytuł tego bloga, Życie zmySłowo Smakowane - bo dla mnie, jeśli życie ma mieć sens, to wtedy, gdy jest wąchane, dotykane, oglądane, słuchane i smakowane (w dowolnych kombinacjach). Oraz doświadczane dodatkowymi zmysłami, o których, wkrótce :), przeczytasz, Świecie, w zakładce ZMYSŁY. 


Po trzecie, zauważ proszę, że tytuł kryje w sobie jeszcze jedną rzecz, mianowicie,  Smakowanie Słowa. 
Jestem miłośniczką słów, czytam dużo od zawsze, to znaczy od 5. roku życia. Zachwycam się słowami, dobrym, szlachetnym językiem polskim, jego smaczkami. Im coraz dłużej jestem młoda, tym bardziej doceniam piękno naszego języka. Choć i  proste, niewyszukane słowa mogą przekazywać bogatą, wartościową treść, mogą bawić, wzruszać, skłaniać do refleksji.

 Smaki książek, ciekawych artykułów, wierszy i cytatów, czyli wszystko to, co ze słowem związane oraz treścią jaką niesie znajdziesz - za czas niedługi :) - pod zakładką SŁOWA.

Będą jeszcze i MIEJSCA; te rzeczywiste, na mapie miasta albo świata, w ogrodzie i lesie, nad rzeką, czy przy stole. Oraz te inne, które odwiedzić można tylko, gdy zamknie się oczy, do których prowadzi pamięć, westchnienie, uśmiech albo łza. 

To tyle w przed pierwszym poście. 
Niech idzie do Ciebie, Świecie. Kocham Cię.